Czy wszyscy poszaleli?

Patrząc na to, co dzisiaj nas otacza- widać, że świat stoi na głowie!
Tak. Większość ludzi chyba popiera i „karmi się” chętniej tym, co negatywne (tak nas wytrenowały media, czy to leży w ludzkiej naturze?)

CZY WSZYSCY POSZALELI?

Być może człowiek nie znajduje nic ciekawszego we własnym życiu, by się nim zająć – ale przyznać trzeba, że żyjemy zaiste w dziwacznych czasach!
Bo:
Teraz człowiek szczery i uśmiechnięty – jest dziwakiem i udawaczem (pewnie psychicznie chory, no bo z czego tak się cieszy?)
Gdy nie prze, nie walczy, nie niszczy innych i nie wyciska z życia wszystkich soków, a do tego jest radosny i zadowolony z tego, co ma – to jest bez ambicji i po prostu głupi.
Widać, że nie ma żadnej „wiedzy” i nie skończył czterysta sześćdziesiąt osiem kursów i szkoleń o tym, jak być: super – hiper menedżerem, sprzedawcą, naganiaczem, liderem, podrywaczem, kobietą bez zahamowań, biznesmenem, zarabiaczem, rozwojowcem, duchowym guru… itp.

Miłość okrzyknięto „przereklamowaną” i się dzisiaj nie sprawdza. Wymaga za dużo poświęceń wygodnych singli.

Nikt przecież nie odda do wspólnej puli tego, co sam do siebie przygarnął i z nikim nie będzie się sobą dzielił. To on chce być „obsługiwany”, bo w końcu za to płaci codziennie ( harując w korpo). Dlatego nie ma bladego pojęcia o o co chodzi w miłości i kończy nieszczęśliwie jak reszta jego braci singli.
Więc się wzajemnie „wspierają”. Muszą!
To wynika z lęku przed samotnością, z tego podświadomego poczucia bycia na marginesie Życia. Gdy inni koledzy single pozakładają rodziny – singiel kumpel czuje się zdradzony i wykluczony. Cierpi katusze.

Dlatego lepiej osądzać, narzekać, wytykać, wyśmiewać, udawać, grać, unikać i nie czuć.
Nic nie czuć!
Dlaczego?

Bo tak jest bezpieczniej! Gdy wszystko jest w umyśle i przechodzi przez chłodne kalkulacje. Wtedy mniej cierpisz. Więc, by się ratować i nie cierpieć – najlepiej jest nie czuć nic, a jeśli już – to czuć to wszystko, co ne­gatyw­ne. Taki schemat.

Tych, co są przesączeni negatywizmem jest ogrom. To wygodne, bo nie trzeba się tłumaczyć z tego podejścia, a i szybciej buduje się „porozumienie” na tej kanwie ( wspólne narzekanko na wspólnego wroga).

Trudniej odważyć się na radosne i dobre podejście!
Mój Boże – nawet trzeba się często z tego tłumaczyć!!!

Tak ciężko przecież odważyć się na czułą i prawdziwą rozmowę, na zaangażowanie i czyste dawanie uwagi innym, na prawdziwą miłość i szczęście – bo wtedy trzeba otwarcia i spotkania z tym, co masz w środku…
Musisz się otworzyć i przestać udawać to wszystko, co nosisz w sobie.

A gdy to zrobisz i poczujesz się dobrze, to nie wiadomo, co tam dostrzeżesz i jak z tym dalej będziesz żyć w swoim codziennym mordorze. W tym zbiorowisku popleczników i narzekaczy.
Dopiero wtedy będziesz musiał udawać, że się nie zmieniłeś, że nadal należysz do ich „wyznania”. Nie przyznasz się, że poczułeś coś pięknego, bliskiego i Ci za tym tęskno…

Masz to, na co się odważysz i to, czego najbardziej skrycie się obawiasz.
Tak działa ten mechanizm…

(I zdradzę Ci sekret: w najcięższych chwilach szukaj u siebie akceptacji i miłości ❤️. Zawsze ją tam znajdziesz).